Sadownictwo może stracić na aferze wizowej

W mediach co i rusz pojawiają się informacje o tym, że cudzoziemcy np. z Afryki czy Azji nielegalnie pozyskiwali wizy (kupowali je) aby przedostać się na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Niestety nie przełożyło się to na zwiększenie ilości cudzoziemców pracujących w sadach.

Czy afera związana z wizami wpłynie negatywnie na liczbę wydawanych wiz dla cudzoziemców pracujących w sadownictwie?

Zdaniem Mirosława Maliszewskiego – Prezesa Związku Sadowników RP, posła na Sejm RP może ona uderzyć w branżę. Będzie brakować rąk do pracy, bo legalnie szukający pracy obcokrajowcy nie dostaną wiz.

Afera bardzo nam szkodzi. Praca w rolnictwie, szczególnie praca w ogrodnictwie przy zbiorze owoców, ma pewną specyfikę, która jest różna od pracy wykonywanej w charakterze stałym. Otóż ona właśnie ma charakter sezonowy, czyli w ciągu roku kalendarzowego występuje zróżnicowane zapotrzebowanie na siłę roboczą. W gospodarstwie uprawiającym truskawki, maliny, porzeczki czy jabłka inne jest zapotrzebowanie na siłę roboczą w styczniu, a inne zapotrzebowanie w lipcu, w sierpniu, we wrześniu i w październiku. Dlatego właśnie ma charakter niestały, nie przynosi pracownikom stałego dochodu. To też jest praca fizyczna wykonywana bardzo często albo prawie zawsze na powietrzu i w związku z tym mająca charakter rotacyjny, bo kiedy jest dobra pogoda, można owoce zrywać, a kiedy pogoda jest zła, pada deszcz, tej pracy dla pracowników nie ma.

W Jego ocenie to wszystko powoduje - i to pokazuje praktyka minionych lat - że Polacy generalnie taką formą zarobkowania nie są zainteresowani. Wolą pracę stałą, dobrze płatną, wykonywaną w dobrych warunkach.

Jak sobie z tym do tej pory radziły branże ogrodnicze?

Jak wyjaśnia prezes Związku Sadowników RP, ten brak zainteresowania ze strony polskiej siły roboczej, zastępowaliśmy - bo ja też jestem plantatorem takich owoców - zatrudnianiem siły roboczej pochodzącej ze Wschodu, z Ukrainy, i akurat w odróżnieniu od Polaków obywatele Ukrainy byli zainteresowani wykonywaniem takiej pracy. Tych jednak teraz brakuje więc plantatorzy zgłosili się do rządu o pomoc.

Co dalej z pracownikami sezonowymi. Czy będzie miał kto zbierać nasze owoce?

Mirosław Maliszewski podkreśla, że branża sadownicza od dawna zdawała sobie sprawę i alarmowała o problemie, który teraz ich dotyka. „Kiedy próbowaliśmy interweniować w tej sprawie i zaproponować rozwiązania, spotykaliśmy się z brakiem zainteresowania. Także, a może przede wszystkim ze strony rządzących. Jest coraz większy problem z liczebnością pracowników z Ukrainy, a mężczyźni już praktycznie nie przyjeżdżają. Dlatego staramy się od dawna, żeby trafiali do nas głównie pracownicy z Azji, żeby mieli ułatwioną procedurę wizową do podjęcia pracy w naszych gospodarstwach. Teraz boimy się, że w przyszłości urzędnicy będą obawiać się przybicia pieczątki - twierdzi Maliszewski. Jego zdaniem  afera wizowa przyczyni się do tego, że mimo usilnych starań branży ogrodniczej w sprawie pozyskiwania pracowników sezonowych z innych krajów np. Indie, Nepal, Uzbekistan, Ministerstwo Spraw Zagranicznych jeszcze bardziej zaostrzy kryteria przy wydawaniu stosownych dokumentów, legalizujących ich pracę w Polsce. A to spowoduje, że w najbliższych sezonach możemy dotkliwie odczuć brak rąk do pracy w sadach. Niezależnie od tego, czy miał miejsce ten szkodliwy proceder, czy też nie, po prostu ucierpimy – dodaje. coraz większy problem z liczebnością pracowników z Ukrainy, a mężczyźni już praktycznie nie przyjeżdżają. Dlatego staramy się od dawna, żeby trafiali do nas głównie pracownicy z Azji, żeby mieli ułatwioną procedurę wizową do podjęcia pracy w naszych gospodarstwach. Teraz boimy się, że w przyszłości urzędnicy będą obawiać się przybicia pieczątki - twierdzi Maliszewski. - Niezależnie od tego, czy miał miejsce ten szkodliwy proceder, czy też nie, po prostu ucierpimy - dodaje.

 

 

Na zdjęciu: Mirosław Maliszewski Prezes Związku Sadowników RP

Kategoria: