KTO BĘDZIE PRACOWAŁ W SADACH?
Na zdjęciu: Mirosław Maliszewski Prezes Związku Sadowników RP
Minął sezon zbioru owoców jagodowych, trwa jabłkowy. Kryzys wywołany wojną rosyjsko - ukraińską trwa od 2014 roku i pogłębia się od lutego ubiegłorocznej wiosny. Nie dość, że mamy zakaz eksportu na obsługiwany przez nas od kilkudziesięciu lat rynek Rosji, to jeszcze zostaliśmy poddani nierównej konkurencji ze strony taniej, ukraińskiej produkcji. W branży generalnie są złe nastroje i słabe nadzieje na przyszłość. Wielu młodych szuka dla siebie miejsca w innych branżach, w wielu gospodarstwach brakuje następców. Nieliczni widzą szanse i inwestują, inni trwają w oczekiwaniu na emeryturę, albo inne, lepsze czasy. Większość widzi szansę w upadku innych i swoim przetrwaniu, kolejni w przymrozkach, które mogą skutecznie ograniczyć zbiory. W środowisku trwa dyskusja, jakiej jeszcze nigdy nie było: młodych w internecie, starszych przed kościołami i na rodzinnych uroczystościach. Jakie to pytania i jakie są odpowiedzi na nie?
Jednym z najważniejszych jest:
Co z pracownikami?
To kolejny efekt konfliktu rosyjsko - ukraińskiego. Przez kilkanaście lat skutecznie walczyliśmy o przepisy umożliwiające zatrudnianie pracowników sezonowych z Ukrainy. Udało się doprowadzić do rozwiązania choć kosztownego (opłaty, podatki, składka do KRUS), to jednak pozwalającego legalnie pozyskiwać i zatrudniać. Wojna spowodowała mobilizację mężczyzn i niemożliwość ich przyjazdu. Kobiety dostały prawo pracy w wielu innych europejskich krajach. Wybierają tych, którzy więcej płacą. Siły roboczej drastycznie ubyło i podrożała. Będzie z tym jeszcze gorzej w następnych sezonach. Zagrożone jest zachowanie odpowiednich terminów zbiorów, a jak wiemy to ma wpływ na przechowywanie i jakość jabłkowej oferty. Miniony jagodowy sezon, zakończył się niezebranymi malinami, truskawkami i borówkami w wielu gospodarstwach.
Widząc to od kilku lat staramy się o możliwość przyjazdu i podjęcia pracy przez obywateli innych krajów, głównie azjatyckich. Przekonujemy kolejnych ministrów, że bez Uzbeków, Nepalczyków, Hindusów, Filipińczyków nie poradzimy sobie ze zbiorami i innymi pracami i przez to przegramy konkurencję rynkową z innymi producentami owoców. Przykładowo z takim Uzbekistanem kilka krajów ma już podpisane dwustronne umowy, w wyniku których trwa rekrutacja i przygotowanie zawodowe, w tym językowe do pracy w rolnictwie. My jesteśmy daleko za nimi, a czas nagli. Idzie nam to niestety z ogromnymi oporami, bo znów zaczęła przeszkadzać bazująca na strachu polityka. Straszy się, że cudzoziemcy to mordercy, gwałciciele, chcący zburzyć nasze kościoły religijni fundamentaliści itp. W pewnym momencie była nawet pewna nadzieją, bo także na nasz wniosek Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało i chciało wdrożyć system usprawniający wydawanie wiz. Przestraszyło się jednak tej antyimigracyjnej nagonki i wycofało całkiem dobry projekt rozporządzenia wprowadzający elektroniczny system przyjmowania wniosków i wydawania decyzji.
To głównie powoduje, że polskie konsulaty w tamtych krajach boją się wydawać wizy z pozwoleniem na pracę, a ministerstwa usztywniają się we wprowadzaniu koniecznych ułatwień. Czeka nas więc batalia o pracowników i konieczność doprowadzenia do zmiany podejścia ważnych państwowych urzędników.
Wszystkie te wątpliwości i moje ustosunkowanie się do nich pokazują, że czekają nas bardzo ciężkie czasy. Wymagające zmiany podejścia i poglądów na wiele spraw, zdecydowanych działań, skutecznego lobbowania, programów wsparcia itp. Nie możemy poddać się marazmowi i załamaniu. Aby być skutecznymi, trzeba zadbać o naszą silną reprezentację w wielu organach i instytucjach. Trzeba wywierać presję na krajowych i zagranicznych ośrodkach decyzyjnych, prowadzić dyplomację gospodarczą. Jednym zdaniem mówiąc - trzeba być wszędzie tam, gdzie decyduje się losach polskiego sadownictwa.




