Kampania prezydencka - o rety

Jesteśmy świadkami kampanii prezydenckiej. Szukałem odpowiedniej sytuacji jaka mogłaby tutaj zobrazować starania kandydatów i przyszło mi tylko jedno do głowy- Pawie gody. Paw podczas godów pokazuje piękny ogon i biega jak oszalały wokół partnerki by ją sobą zaciekawić.
No właśnie zaciekawić to jest sedno- kiedy się słucha haseł kandydatów można odnieść wrażenie, że albo jesteśmy w stanie oblężenia, albo jesteśmy pod obcym mocarstwem.
Jest to też istny kabaret bo hasła często nie mają żadnego sensu albo są hasłami typowo dla publiki. I tutaj wybija się na pierwszy plan kandydatka Magdalena Ogórek.
Ta zacnej urody kobieta chyba nie zapoznała się z konstytucją RP. Obiecała m.in zmienić całe prawo w Polsce.
Czy Państwu to kogoś nie przypomina? Bo mnie pewnego barwnego kandydata Kononowicza co chciał zmieniać wszystko i zawsze kończył zdanie sformułowaniem "I nie będzie niczego". No tutaj nie będzie niczego bo sama kandydatka nie wie do końca czy jest kandydatką niezależną czy lewicową... ja bym na jej miejscu zastanowił się czy w ogóle kandyduje bo to też można by poddać dyskusji.

W tym wszystkim Prezydent Komorowski jest jak jałowy opatrunek. " Zgoda i bezpieczeństwo"- to hasło przypomina mi trochę hasło pewnego kandydata na radnego "Zrobię wszystkim dobrze". Hasło dwuznaczne, które rozbawiło nie jednego ale Bronisław Komorowski idzie tymi torami. Hasła bezpieczeństwa i zgody są tak popularne i populistyczne, że ciężko z nimi polemizować. Ale i jałowe. Bo czy znacie Państwo kandydata, który by głośno krzyczał " Chcę wojny i kłótni!"?
Odpowiedź jest oczywista i nie ma co ukrywać ale takiego kandydata nie ma. Boli ta jałowość a sam Prezydent wygląda jak marionetka w rękach partyjnych oligarchów. Podpisywanie ulotek i własnych zdjęć byłoby dobre ale na jesieni kiedy ludzie mogliby tym palić w piecu- w innym wypadku i tak trafi to do kosza a nie do rodzinnego albumu.

Jeszcze ciekawiej przedstawia się kandydat Andrzej Duda, który raźnym krokiem idzie pod sztandarem Prawa i Sprawiedliwości. No i tu jest główny problem. Retoryka PIS jest zgrana jak płyta gramofonowa i lekko fałszuje. Kolejne rocznice katastrofy Smoleńskiej odbijają się czkawką a sam kandydat dostał ksywkę "Plastuś" którą przejął po Grzegorzu Napieralskim. Tak więc Andrzej "Plastuś" Duda niosąc hasło " Przyszłość ma na imię Polska" uderza w fajną nutę bo to niby nowoczesne a niby konserwatywne. Nie pies nie wydra coś na kształt świdra. Kuje w oczy Jego oddanie prezesowi Kaczyńskiemu co może odstraszać i świadczyć o tym, że skończy jako pacynka w rękach prezesa. Zresztą postawa Dudy jest tak bliźniacza do posła Macierewicza, że aż kuje w oczy.

Reszta kandydatów jest może i barwna ale nie liczy się w stawce. Upadły "Mesjasz lewicy" Palikot chyba spadł z krzyża i chyba się nieźle połamał bo nie można już spotkać entuzjastów tego niegdyś charyzmatycznego polityka. Paweł Kukiz mimo, że mądrze mówi chyba nie trafił na podatny grunt albo społeczeństwo nie dorosło. Paweł Tanajno, który reprezentuje Demokrację Bezpośrednią- no wszystko fajnie ale kampania jest bardziej niż skromna i to zabija nawet entuzjazm jakim można by obdarzyć tego kandydata.

O Korwinie Mikke nie piszę- szkoda czasu i przestrzeni.

I wielka szkoda- bo dwa piękne i zabytkowe budynki jakimi są Pałac Prezydencki i Belweder muszą milcząco patrzeć na ten regres polityczniej kultury. Ciśnie się na usta cytat z kabaretu " W majątku Pana Hrabiego znowu zmiany... ze stajni zrobiono dom kultury, z pałacu stajnię, a dyrekcja urzęduje w czworakach. Z kolei teraz rozważa się możliwość żeby wrócić do dawnego porządku bo jak powiedział dyrektor ' Była pewna logika w tym, że budowano obory dla zwierząt i domy dla ludzi. ". Tylko jak w tych czasach odróżnić ludzi od zwierząt?

Ale zauważyłeś drogi Czytelniku, że kampania prezydencka zmieniała się w kampanię partii politycznych?
I tak każda partia wystawiła kogo tylko można by pokazać szyld i się zareklamować. Głupio, mądrze nie ważne- ważne by skutecznie. W tym wszystkim boli, że politycy po raz kolejny starają się Nas obywateli omotać i zebrać głosy. Tyle tylko, że kogo by nie wybrać zawsze efekt jest ten sam. Przyszło mi na myśl co by się stało jakby naród się zbuntował?

Żeby posłowie nie skończyli jak Niemcy i partyzanci w kawale:
Z pamiętnika partyzanta
- poniedziałek: wyrzuciliśmy Niemców z lasu,
- wtorek: Niemcy wyrzucili nas z lasu,
- środa: wykurzyliśmy Niemców z lasu,
- czwartek: przyszedł leśniczy i pogonił z lasu i Niemców, i nas.

Piotr Czerwonka

Kategoria: