JOW - Jednoosobowe Obietnice Wyborcze

Mamy nowego Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Oczywiście życzę mu powodzenia w piastowaniu najwyższego stanowiska w Państwie.
Ale przyszedł czas na lekkie rozliczenie obietnic wyborczych oraz małe sprostowania.
Jednoosobowe Obietnice Wyborcze w skrócie JOW mają za zadanie zrobić Nam wyborcom sieczkę w rozumach albo w najlepszym wypadku rozbudzić wyobraźnię i dać nadzieję na lepsze jutro.
Z kampanią Prezydenta Dudy było podobnie jak z gazetkami reklamowymi supermarketów - dużo, tanio ale szczegóły drobnym drukiem.
I tak zacznijmy od tego, że Prezydent RP ma swoje uprawnienia (w języku prawniczym - prerogatywy).
W kampanii takie stwierdzenie nie jest uznawane bo tutaj mamy kiermasz pod tytułem "mogę wszystko". 500zł na każde dziecko? proszę bardzo, obniżenie wieku emerytalnego - proszę bardzo, etc, etc. Kiedy słuchałem tego w telewizji i czytałem w internecie to zaczynałem się zastanawiać czy to czarny humor, naśmiewanie się z wyborcy a może jednak pomyłka.
Jednak nie - moje zderzenie z rzeczywistością okazało się niemal tak samo twarde jak lądowanie Kapitana Wrony na lotnisku Chopina.
Przecież Prezydent nie ma takich uprawnień więc po co obiecywać?! A nie przepraszam to kampania więc można puszczać wszystko. W końcu kiedyś pewien mądry polityk powiedział, że i tu cytuję " Dotrzymywanie obietnic wyborczych jest niemoralne... bo dlaczego mamy wyborcom odbierać nadzieję?". No i chyba tutaj mamy feerię takich obietnic.
Prezydent w Polsce nie oszukujmy się ale jest figurantem i w założeniach...podkreślę w założeniach miał być przeciw wagą dla rządu. W teorii rząd miał być z innej opcji politycznej niż Prezydent.
W praktyce okazało się, że Kwaśniewski był w tym samy czasie co rządy Millera, Komorowski w tym samym czasie co rządy Tuska, ś.p L. Kaczyński był w tym samy czasie co rządy J. Kaczyńskiego. Gdzie tu logika? Logika w tym przypadku ustępuje miejsca politycznej kalkulacji zysków i strat - bez Prezydenta nie ma podpisanych ustaw a bez rządu nie ma ustaw w parlamencie. I tym sposobem jeśli się nie ma pełni władzy w Państwie nie ma się żadnej władzy.
Biorąc jeszcze pod uwagę, że sam Prezydent to tylko marionetka, figurant pod żyrandolem (bo tak między Nami tak to przedstawia Konstytucja RP) i sam nie wiele znaczy - to zaczynamy mieć lekki kabaret.
Kampania Prezydencka była płytka jak stan wody w Wiśle- zero polotu, zero pikanterii. Brak dziadków z wehrmachtu, brak mgły w Smoleńsku, brak szukania układów, brak budowania nowych Irlandii czy Niemiec to ta kampania była nudna. Wyglądało to jak wyścig ślimaków, albo relacja z zawodów seniorów w grze w karty. Można by to określi jako "emocje jak na grzybobraniu". Zero merytoryki, zero kłótni, zero emocji a debaty prezydenckie które tak hucznie zapowiadano okazały się miłymi pogaduszkami przy herbatce. Już większe emocje są w teleturnieju 1 z 10... i prowadzący jest z klasą.
I mimo wysokich temperatur to temperament polityczny jest marny. No ale cóż poradzić. Można by powiedzieć " Jaki kraj tacy islamscy terroryści".
Piotr Czerwonka
17.08.2015




